Z grupą przyjaciół oraz małżonką miałem okazję wybrać się na wyprawę do Azji.

Celem wyprawy była obserwacja najdłuższego w tym stuleciu zaćmienia Słońca. Jednak Zaćmienie było też pewnego rodzaju pretekstem do zwiedzenia wielu ciekawych miejsc, szczególnie, że wyprawa zakładała obserwację zaćmienia na Pacyfiku z pokładu statku. W dalszej części relacji z wyprawy staram się krótko opisać miejsca, które mieliśmy okazję zwiedzić w trakcie naszej wyprawy do Chin, Korei i Japonii.

You may try Google translate if you need to access the content available in Polish language only.

Spis treści:

Wylot do Chin

Jako miejsce startu naszej wyprawy wybraliśmy lotnisko im. Fryderyka Chopina w Warszawie. Z uwagi na brak bezpośredniego połączenia pomiędzy Warszawą i Pekinem, musieliśmy skorzystać z połączenia przez Amsterdam. Lot z Amsterdamu do Pekinu to tylko 10,5 godziny spędzonych na pokładzie chińskiej wersji Boeinga 777, do której Chińczycy byli w stanie upchnąć ponad 500 pasażerów.

Pekin przywitał nas deszczową pogodą – lipiec to w końcu pora monsunowa, więc mogliśmy się tego spodziewać. Wysoka temperatura i duża wilgotność powietrza to główne elementy lokalnego klimatu w okresie letnim. Nie odstraszyło nas to jednak od rozpoczęcia zwiedzania Pekinu już w pierwszym dniu pobytu w Chinach.

Do góry

Pekin

Okresy silnych opadów deszczu przeplatają się z okresami bardzo pięknej słonecznej pogody z temperaturami znacznie powyżej 30° C. Trzeba przyznać, że Pekin jest bardzo ciekawym miastem z nowoczesną zabudową i pięknie utrzymaną zielenią. Chińczycy kochają zieleń i kwiaty – wydaje mi się, że mają pewnego rodzaju wyczucie piękna wokół nich.

Do góry

Hutongi

Jednak nie cała zabudowa Pekinu jest nowoczesna. Jej część w dalszym ciągu stanowią tzw. hutongi, które są przez władze miasta wyburzane i zastępowane nowoczesnymi budynkami z mediami. Część hutongów będzie pewnie jednak zachowana jako atrakcje turystyczna.

Zwiedzanie hutongów kontynuowaliśmy na miejscowych rikszach oraz pieszo.

Przykładem odrestaurowanych dla turystów hutongów jest „Ulica Opium” w Pekinie. Spacerując tą ulicą można sobie wyobrazić jak mógł się czuć Marco Polo gdy odwiedzał Chiny w XIII wieku.

Dostaliśmy też zaproszenie do odwiedzenia chińskiej rodziny, mieszkającej w jednym z odrestaurowanych hutongów. Całkiem przyjemne mieszkanie.

Do góry

Zakazane Miasto

Kolejnego dnia pobytu w Pekinie, od rana kontynuowaliśmy zwiedzanie, tym razem zaczynając od Zakazanego Miasta.

Jest to otoczone murem kilka kilometrów kwadratowych odrestaurowanych zabudowań, w których przebywała jeszcze do początków ubiegłego wieku rodzina cesarska. Wstęp do miasta mięli tylko członkowie rodziny oraz zaufani urzędnicy wyższego szczebla. Cesarz nie opuszczał miasta i był w pewnym sensie jego więźniem.

Zwiedzanie odbywało się przy temperaturze bliskiej 37° C i potwornej wilgotności powietrza. Okazało się, że nawet jeśli nie pada przydają się parasole, które chronią wtedy przed słońcem.

Niestety okazało się, że nie jest możliwe zwiedzanie wnętrz budynków na terenie Zakazanego Miasta (nie jest to praktykowane w Chinach). Wydaje mi się, że głownie ze względu na olbrzymią liczbę zwiedzających (głównie Chińczyków), w przypadku udostępnienia zwiedzającym wnętrz budynków, mogłyby one zostać przysłowiowo “zadeptane”. Tak więc należy przygotować się na zwiedzanie “przez szybę”.

Do góry

Świątynia Nieba

Po “męczarniach” związanych ze zwiedzaniem w potwornym upale Zakazanego Miasta, udaliśmy się klimatyzowanym autokarem do Świątyni Nieba, gdzie mogliśmy dodatkowo się podsmażyć na mocno operującym słoneczku.

Świątynia rzeczywiście imponuje architekturą i przepięknymi dekoracjami. Rzeczywiście dawniej nie sztuką było coś zbudować, ale zbudować coś co wyglądałoby pięknie.

W trakcie zwiedzania niektórzy “grali nie fair” próbując ukryć się, chociaż na moment w cieniu…

Do góry

Cesarskie Ogrody

Kolejną atrakcją turystyczną są Cesarskie Ogrody, czyli obecnie park udostępniony miejscowej ludności oraz turystom.

W dawnych czasach park zarezerwowany był wyłącznie dla rodziny cesarskiej i wejście do niego nie było możliwe. Pewnego rodzaju ciekawostką jest korytarz o długości ponad 700 metrów. Przechadzając się korytarzem można poczuć lekką bryzę, co pozwala na chwilę odpocząć od lipcowego upału.

Przyjemne jest również przepłyniecie się lokalnym wycieczkowym stateczkiem po jeziorze w Cesarskich Ogrodach.

Do góry

Cesarskie Groby

Kolejnego dnia pobytu w Chinach wybraliśmy się na zwiedzanie mauzoleum nazywanego Cesarskimi Grobami. Jest to mauzoleum z czasów dynastii Ming i powstało ponad 600 lat temu. Bardzo ciekawa architektura i interesujące muzeum wewnątrz jednego z budynków.

Do góry

Fabryka pereł

Ważnymi punktami w wycieczce mającej na celu zwiedzenie Chińskiego Muru są wizyty w fabrykach jedwabiu i pereł.

Wydaje mi się, że Chińczycy przejęli od Turków zwyczaj oferowania ciekawych wycieczek po dość niskich cenach ale też w ramach wycieczki próbują dodatkowo zarobić na turystach dokonujących zakupów w “bardzo atrakcyjnych” cenach bezpośrednio od producentów.

Wracając do fabryki pereł, to zobaczyliśmy jak produkowane są perły, ale to są perły rzeczne a nie morskie, więc są stosunkowo miękkie i moim zdaniem nadają się głównie do produkcji różnego rodzaju maseczek i kremów. Jako, że produkowane są na skalę masową są stosunkowo tanie (chyba najdroższe były właśnie w fabryce, prosto od producenta).

Polska ekipa wykorzystała wizytę w fabryce pereł głównie do celów dodatkowego odpoczynku.

Do góry

Chiński Mur

Na zwiedzenie żelaznego punktu wizyty w Chinach, czy Wielkiego Chińskiego Muru, należy wybrać się autokarem poza Pekin.

Mur wije się w górach i aby ułatwić turystom zwiedzanie, Chińczycy zbudowali nawet kolej linową, przy pomocy której, turyści mogą wjechać pod podstawę muru i rekreacyjnie wspiąć się pod jedną z jego wież. W okresie wakacyjnym na odbudowanych i udostępnionych zwiedzającym fragmentach muru można spotkać całe “tabuny” lokalnych i zagranicznych turystów.

Do góry

Chińska Opera

W ramach wieczornej rozrywki udaliśmy się na spektakl w chińskiej operze.

Opera oczywiście nie ma nic wspólnego z operą, jaką znamy. Po pierwsze artyści niejako grają do “herbaty”. Po drugie spektakl jest głównie połączeniem sztuki teatralnej z tradycyjnym chińskim tańcem. Jednym słowem jest bardzo kolorowo i dość głośno (specyficzna drażniąca muzyka tradycyjnych chińskich instrumentów).

Do góry

Nocne życie Pekinu

Z uwagi na dość wysokie temperatury powietrza w dzień, miasto wylega na ulice po zachodzie Słońca. Można przechadzać się po ulicach i parkach, odwiedzić sklepy i restauracje czy też zjeść coś przygotowane w przyulicznych straganach. W trakcie jednego ze spacerów odwiedziliśmy nawet sklep z teleskopami. Każdy chciał sobie zrobić zdjęcie ze sprzętem.

Do góry

Korea – Cheju

Po zaokrętowaniu się na statku wyruszyliśmy w kierunku jednej z atrakcji turystycznych Korei – wyspie Cheju.

Wyspa słynie z tropikalnego, klimatu (podobno codziennie pada tam deszcz) i przepięknej roślinności. Mieliśmy okazję zwiedzić przepiękny park z rzeźbami koreańskich artystów, przygotowanymi z okazji Olimpiady w Seulu, która odbyła się w 1988 roku. Przechadzając się po parku delektowaliśmy się przyrodą i wtopionymi w nią rzeźbami ukazującymi wyobraźnię artystów rzeźbiarzy.

Po wizycie w parku udaliśmy się do lokalnego muzeum herbaty, gdzie mięliśmy okazję dowiedzieć się trochę o kulturze produkcji i parzenia herbaty, a nawet degustować jeden z rodzajów odmiany zielonej tego krzewu herbacianego. Dowiedzieliśmy się, że najlepsze gatunki herbat to te pochodzące z ręcznego zbioru najmłodszych listków herbaty a najwyższe ceny osiąga herbata zbierana jedynie w trakcie jednego tygodnia kwietnia, kiedy pojawiają się delikatne pączki kwiatów krzewu herbaty i są one zbierane ręcznie.


Kolejnym punktem programu zwiedzania Cheju była wizyta w miejscu, w którym mamy złudzenie optyczne, że droga prowadzi pod górę a w rzeczywistości jest tam spadek. Można było obserwować pojazdy staczające się pod górkę lub wodę płynącą po asfalcie w przeciwnym niż wydawałoby się za prawidłowy kierunku.

Jeszcze rzut oka na specyficzną pisownię w języku Koreańskim i powrót na statek w celu popłynięcia do Japonii. Jeden z amerykańskich kolegów z naszej wycieczki skomentował pisownie koreańską jako jakiś język “nie z tej planety”.

Do góry

Japonia – Kiagoshima

Jako ostatni etap podróży przed obserwacją całkowitego zaćmienia Słońca, organizatorzy rejsu zaćmieniowego wybrali japońską wyspę Kiagoshima i leżący nieopodal czynny wulkan Sakurajima.

Początkowo wyglądało na to, że szczyt wulkanu będzie przesłonięty chmurami i nie dane nam będzie jego podziwianie jednak chmury ustąpiły i mogliśmy rzucić okiem na stożek wulkanu. Na platformie widokowej pod wulkanem można było odpocząć i podziwiać widoki okolicy. W trakcie drogi powrotnej na statek nasza japońska przewodniczka pokazywała nam jak się powinno prawidłowo jeść sushi na przykładzie plastikowego modelu sushi (bierzemy palcami a nie pałeczkami i lekko od strony ryby a nie ryżu zamaczamy w sosie sojowym), a jak się produkuje sushi (hoduje się w oceanie) mogliśmy podejrzeć z okna autokaru.

Do góry

Zaćmienie

Z Kiagoshimy wyruszyliśmy na pełny ocean, gdzie po pierwsze mogliśmy liczyć na obserwacje na bezchmurnym niebie (z tego co wiem koledzy, którzy liczyli na obserwację na lądzie w kontynentalnych Chinach nie mieli zbyt dużo szczęścia ze względu na zachmurzenie spowodowane okresem monsunowym) i po drugie, w punkcie, w którym zaćmienie będzie najdłuższe. Po 2 dobach płynięcia i minięciu słynnej wyspy Iwojima, kapitan skierował statek na środek pasa całkowitego zaćmienia. Na niebie jeszcze można było zobaczyć niegroźne chmurki. Nasza ekipa powoli przygotowywała sprzęt do uwiecznienia zjawiska w formie fotograficznej. Można było poczuć atmosferę ekscytacji nadchodzącym najdłuższym w tym wieku (a więc w życiu większości jak myślę obserwatorów zaćmienia), zaćmieniem Słońca.


Nie nastawiałem się na jakieś fenomenalne obserwacje ze względu na bardzo małą aktywność Słońca ale za to możliwość obserwacji “przykrytego” Księżycem Słonka przez 6 minut i 42 sekundy to już nie byle co.

Pierwsza fotografia, to zdjęcie korony mające uwydatnić jej struktury. Jak widać korona w minimum jest dość symetryczna. Druga fotografia to składanka pokazująca tzw. pierścionek z brylantem bezpośrednio przed drugim kontaktem. I trzecia fotografia to składanka całego zaćmienia.

Do góry

Po Zaćmieniu

Po wyczerpującym dniu związanym z przygotowaniami i obserwacją Zaćmienia część naszej grupy poddała się błogiemu relaksowi. W drodze powrotnej z obserwacji zjawiska, nasz statek zawinął do Kobe, które potraktowaliśmy jako swego rodzaju bazę wypadową do sąsiednich japońskich miast, Osaki i Kyoto. Po uroczystych kolacjach na statku mogliśmy też uczestniczyć w przedstawieniach teatralnych czy też koncertach.


Jako, że uczestnicy naszego rejsu to głównie osoby mające zainteresowania związane z astronomią, w trakcie całego rejsu odbywały się wykłady i prezentacje związane z astronomią. Szczególnie, że rok 2009 był Międzynarodowym Rokiem Astronomii.

Do góry

Japonia – Osaka

Osaka to miejsce gdzie historia styka się z przyszłością.

Bardzo nowoczesne miasto z gęstą zabudową. Trzecie, co do wielkości miasto w Japonii. Po zwiedzaniu Kiagoshimy jesteśmy już przyzwyczajeni do zwiedzania w japońskim stylu, czyli z autokaru oraz w stylu “mamy do zwiedzenia to kilkupiętrowe muzeum, więc spróbujmy to zrobić w 25 minut”. Szczęśliwie zwiedzanie Osaki rozpoczęliśmy od zwiedzenia Zamku Osaka, który zbudowano w XVI wieku, ale kilkukrotnie go odbudowywano, ostatni raz pod koniec lat 90-tych ubiegłego stulecia.


Podczas zwiedzania zamku towarzyszył nam potworny hałas (kilkadziesiąt decybeli), który spowodowany był okresem rozrodczym cykad. Jak wygląda ten owad pokazuje to zdjęcie. Bardzo hałaśliwe byd…

Widok z zamku na okolice robi spore wrażenie, ze względu na zetknięcie się starej architektury z tą najnowocześniejszą. Tereny zamku były wykorzystywane militarnie jeszcze w ubiegłym stuleciu (budynek służył za koszary wojskowe).


Budynek zamku został całkowicie odbudowany z betonu z zachowaniem jednak wierności odtworzenia wnętrza. Obecnie budynek zamku mieści muzeum pokazujące jak żyli Japończycy w ubiegłych stuleciach.

Na koniec zwiedzania zamku rzut okiem na japońską ulicę i kontynuowaliśmy “bieg” przez Osakę, tym razem zwiedzając słynny lokalny targ.

Na koniec wycieczki złapałem jeszcze lokalną ciekawostkę w postaci miejsc parkingowych i parkomatu dla rowerów. Dzień zakończyliśmy podziwianiem wieczornej panoramy Kobe z pokładu naszego statku.

Do góry

Japonia – Kyoto

Kolejny dzień w Japonii poświęciliśmy na zwiedzanie świątyni buddyjskiej w Kyoto. Kyoto jest dawną stolicą Japonii. Było dość gorąco, więc należało się zaopatrzyć w zapas napojów. Warto zwrócić uwagę na najbardziej popularny sposób dystrybucji napojów w Japonii:


Świątynia w Kiyomizu w Kyoto prezentuje się naprawdę okazale. Położona jest na wzgórzu i zbudowana z drewna bez użycia nawet jednego gwoździa.

Kolejną świątynią, którą odwiedziliśmy była świątynia Shinto, religii praktykowanej w Japonii przez 70% japończyków (cześć z nich praktykuje również buddyzm).

Jako środek transportu do powrotu na statek do Kobe wybraliśmy superszybki pociąg Shinkansen (w wolnym tłumaczeniu “Nowe tory”, gdyż rzeczywiście są one trochę szersze dla szybkich kolei japońskich), jadący z prędkością nawet do 300 km/h. Pociągi w Japonii są rzeczywiście niezwykle punktualne i komfortowe. Na stacji w Kyoto, pociąg zatrzymuje się na 1 minutę (na 2 minuty zatrzymuje się tylko w Tokio) i ten czas, przy dobrym zorganizowaniu Japończyków, wystarcza na to aby ludzie wysiedli i wsiedli do wagonów.

Na uwagę zasługują też dworce kolejowe, które w niczym nie przypominają naszych brudnych i obdrapanych. Porównałbym je może do najlepszych centrów handlowych w Europie.

Do góry

Powrót do Polski

No cóż, każda wyprawa musi się kiedyś skończyć. Po wyokrętowaniu w Tjanjin, w Chinach, udaliśmy się w podroż powrotną do Pekinu.


Powrót uczciliśmy buteleczką czerwonego wina na lotnisku w Pekinie. Świetnie też smakowały frytki jedzone pałeczkami.

Koniec.